Czy opieka naprzemienna to zawsze najlepsze rozwiązanie dla dziecka?

Na skróty:

W sprawach rodzinnych niewiele pojęć robi tak dużą karierę jak „dobro dziecka”. Powołują się na nie rodzice, pełnomocnicy, biegli i sądy. To właśnie ono stanowi podstawowe kryterium rozstrzygania o sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej, miejscu pobytu dziecka czy kontaktach po rozstaniu rodziców. Jednym z rozwiązań, które w ostatnich latach zyskało szczególną popularność, jest opieka naprzemienna. Dla wielu rodzin stanowi ona sposób na zachowanie silnej więzi dziecka z obojgiem rodziców pomimo zakończenia ich związku. Coraz częściej bywa również postrzegana jako najbardziej sprawiedliwy model organizacji opieki. Warto jednak zadać pytanie, czy to, co wydaje się sprawiedliwe z perspektywy dorosłych, zawsze jest najlepsze dla dziecka.

Czym jest opieka naprzemienna?

Choć pojęcie „opieki naprzemiennej” na stałe weszło do języka potocznego, przepisy posługują się terminem pieczy naprzemiennej. Oznacza ona taki sposób wykonywania obowiązków rodzicielskich, w którym dziecko mieszka naprzemiennie u każdego z rodziców w okresach określonych przez sąd. Nie chodzi przy tym wyłącznie o podział czasu. Istotą pieczy naprzemiennej jest rzeczywiste uczestnictwo obojga rodziców w codziennym życiu dziecka. Każdy z nich odpowiada za zwykłe sprawy związane z wychowaniem, edukacją, zdrowiem czy organizacją dnia. W praktyce oznacza to znacznie więcej niż rozbudowane kontakty. Sąd nie może zastąpić pieczy naprzemiennej szerokim harmonogramem spotkań. Jeżeli dziecko ma pozostawać pod naprzemienną pieczą rodziców, musi to wynikać wprost z orzeczenia sądu.

Dlaczego opieka naprzemienna zyskuje na popularności?

Jeszcze kilkanaście lat temu dominującym modelem było pozostawienie dziecka pod stałą pieczą jednego rodzica przy jednoczesnym ustaleniu kontaktów z drugim. Zmiany społeczne sprawiły jednak, że coraz więcej ojców aktywnie uczestniczy w wychowaniu dzieci od najwcześniejszych lat ich życia. Jednocześnie coraz częściej oboje rodzice pozostają aktywni zawodowo i angażują się w podobnym stopniu w codzienne obowiązki związane z opieką nad dzieckiem. W takich sytuacjach naturalne staje się poszukiwanie modelu, który pozwoli dziecku zachować bliską relację z obojgiem rodziców również po ich rozstaniu. Piecza naprzemienna może temu służyć. Nie oznacza to jednak, że będzie właściwym rozwiązaniem w każdej sprawie.

Kiedy opieka naprzemienna ma szansę funkcjonować prawidłowo?

Wbrew obiegowym opiniom sądy nie oczekują od rodziców idealnych relacji ani pełnej zgody we wszystkich kwestiach dotyczących wychowania dziecka. Rozstaniom niemal zawsze towarzyszą emocje, wzajemne pretensje czy poczucie krzywdy. Sam konflikt nie wyklucza jeszcze możliwości zastosowania pieczy naprzemiennej. Znaczenie ma jednak to, czy rodzice potrafią oddzielić własne emocje od potrzeb dziecka. Muszą być zdolni do przekazywania sobie podstawowych informacji dotyczących zdrowia, edukacji czy codziennego funkcjonowania dziecka. Powinni również respektować ustalone zasady i nie angażować dziecka w swoje spory.

Piecza naprzemienna wymaga bowiem większego poziomu współpracy niż klasyczny model opieki. Jeżeli każde przekazanie dziecka staje się kolejnym etapem konfliktu, trudno mówić o rozwiązaniu służącym jego dobru.

Wiek dziecka ma znaczenie, ale nie jest najważniejszy

Nie istnieje wiek, od którego opieka naprzemienna jest dopuszczalna albo niedopuszczalna. Każde dziecko rozwija się w indywidualnym tempie i posiada własne potrzeby emocjonalne. Innych warunków potrzebuje kilkulatek, a innych nastolatek budujący własną autonomię i relacje społeczne. Dlatego sąd nie poszukuje uniwersalnego rozwiązania. Powinien analizować konkretną sytuację konkretnego dziecka, uwzględniając jego dojrzałość, relacje rodzinne, potrzeby rozwojowe oraz zdolność adaptacji do zmian.

Coraz większe znaczenie ma również stanowisko samego dziecka. Jeżeli jego wiek i stopień dojrzałości na to pozwalają, sąd powinien wysłuchać jego zdania i uwzględnić je przy podejmowaniu decyzji dotyczących sposobu sprawowania pieczy.

Czy opieka naprzemienna jest dobrym rozwiązaniem dla każdego dziecka?

To pytanie nabiera dziś szczególnego znaczenia. Przez wiele lat dyskusja o opiece naprzemiennej koncentrowała się przede wszystkim na relacjach między rodzicami. Analizowano ich kompetencje wychowawcze, zdolność do współpracy czy poziom konfliktu.

Tymczasem współczesna wiedza psychologiczna i pedagogiczna pokazuje, że równie ważne jest uwzględnienie indywidualnych potrzeb samego dziecka. Coraz częściej okazuje się, że ocena dobra dziecka wymaga spojrzenia wykraczającego poza klasyczne ramy prawa rodzinnego. Nie sposób prowadzić tej dyskusji bez uwzględnienia psychologii, psychiatrii dziecięcej, pedagogiki specjalnej czy doświadczeń płynących z prawa oświatowego.

Prawo rodzinne nie funkcjonuje w próżni

Podczas konferencji „Adwokat dla Rodziny – Interdyscyplinarne ujęcie dobra dziecka” organizowanej przez Uniwersytet Warszawski wielokrotnie podkreślano, że współczesne rozumienie dobra dziecka wymaga współpracy różnych dziedzin wiedzy. Nie można już analizować sytuacji dziecka wyłącznie przez pryzmat relacji rodzinnych. Coraz większego znaczenia nabierają jego potrzeby rozwojowe, edukacyjne, terapeutyczne i zdrowotne. Jest to szczególnie widoczne w kontekście dynamicznie rosnącej liczby dzieci posiadających orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego.

Nowa rzeczywistość polskich szkół

W ciągu ostatniej dekady liczba dzieci i młodzieży posiadających orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego wzrosła w Polsce o ponad 130 procent. Za tymi statystykami stoją konkretne dzieci – uczniowie w spektrum autyzmu, z ADHD, zaburzeniami komunikacji, zaburzeniami integracji sensorycznej, niepełnosprawnościami sprzężonymi czy innymi szczególnymi potrzebami rozwojowymi. Dla prawa oświatowego jest to codzienność. Dla prawa rodzinnego powinien być to sygnał, że tradycyjne spojrzenie na dobro dziecka wymaga poszerzenia.

Czego uczy nas prawo oświatowe?

Prawo oświatowe od lat opiera się na zasadzie indywidualizacji wsparcia. Jeżeli dziecko posiada orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego, szkoła ma obowiązek dostosować organizację nauki do jego indywidualnych potrzeb rozwojowych, edukacyjnych i psychofizycznych. Dotyczy to nie tylko procesu nauczania, ale również funkcjonowania dziecka w środowisku szkolnym. Państwo uznaje więc, że nie każde dziecko będzie dobrze funkcjonowało w identycznych warunkach. Powstaje zatem pytanie, które coraz częściej powinno pojawiać się również w sprawach rodzinnych. Skoro szkoła ma obowiązek dostosować swoje działania do indywidualnych potrzeb dziecka, to czy przy ustalaniu modelu opieki również nie powinniśmy wychodzić od tych potrzeb? Dziecko posiadające orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego nie przestaje mieć szczególnych potrzeb po zakończeniu zajęć szkolnych. Towarzyszą mu one także w domu, podczas terapii, w relacjach społecznych i codziennym funkcjonowaniu.

Dwa domy to czasem znacznie więcej niż dwa adresy

Dla części dzieci opieka naprzemienna będzie naturalnym i korzystnym rozwiązaniem. Są jednak dzieci, dla których regularna zmiana miejsca pobytu oznacza nie tylko zmianę otoczenia, ale konieczność ciągłej adaptacji. W przypadku dziecka w spektrum autyzmu dwa domy mogą oznaczać dwa różne środowiska sensoryczne, dwa odmienne rytmy dnia, inne sposoby komunikacji czy odmienne zasady organizacji codzienności. To, co dla osoby dorosłej wydaje się niewielką zmianą, dla dziecka z wysoką potrzebą przewidywalności może stanowić istotne obciążenie. Specjaliści zajmujący się zaburzeniami neurorozwojowymi zwracają uwagę, że niektóre dzieci potrzebują wielu dni, aby zaadaptować się do określonego środowiska. W praktyce może to oznaczać, że zanim odzyskają poczucie stabilności, następuje kolejna zmiana miejsca pobytu. Nie oznacza to oczywiście, że dziecko w spektrum autyzmu lub z ADHD nie powinno funkcjonować w modelu opieki naprzemiennej. Oznacza jedynie, że ocena zasadności takiego rozwiązania wymaga szczególnie indywidualnego podejścia.

Czy obecne postępowania sądowe uwzględniają te potrzeby?

To pytanie pozostaje otwarte. W sprawach rodzinnych ogromną rolę odgrywają opinie psychologiczne i pedagogiczne. Analizowane są więzi rodzinne, kompetencje wychowawcze rodziców czy poziom konfliktu między nimi. Znacznie rzadziej przedmiotem pogłębionej oceny staje się jednak profil sensoryczny dziecka, jego indywidualne mechanizmy adaptacyjne czy wpływ częstych zmian środowiska na codzienne funkcjonowanie. Tymczasem dla części dzieci właśnie te elementy mogą mieć kluczowe znaczenie dla ich dobrostanu psychicznego i rozwoju.

Jeżeli rzeczywiście chcemy realizować zasadę dobra dziecka, musimy uwzględniać nie tylko potrzebę utrzymywania relacji z obojgiem rodziców, ale również potrzeby edukacyjne, terapeutyczne i rozwojowe dziecka.

Dobro dziecka nie ma jednej definicji

W praktyce prawniczej często posługujemy się pojęciem dobra dziecka tak, jakby miało ono uniwersalne znaczenie. Tymczasem dobro dziecka zawsze jest pojęciem indywidualnym. Dla jednego dziecka najlepszym rozwiązaniem będzie opieka naprzemienna umożliwiająca codzienne funkcjonowanie z obojgiem rodziców. Dla innego większe znaczenie może mieć stabilizacja związana z jednym głównym miejscem pobytu przy jednoczesnym szerokim i regularnym kontakcie z drugim rodzicem. Żadne z tych rozwiązań nie jest z założenia lepsze lub gorsze. Błędem jest natomiast przekonanie, że istnieje jeden model opieki odpowiedni dla wszystkich rodzin.

Gniazdowanie – alternatywa dla opieki naprzemiennej czy rozwiązanie dla nielicznych?

Dyskusja o opiece naprzemiennej coraz częściej prowadzi do kolejnego modelu organizacji życia dziecka po rozstaniu rodziców – tzw. gniazdowania (ang. bird nesting). Jego założenie wydaje się niezwykle atrakcyjne. To nie dziecko przemieszcza się pomiędzy dwoma domami, lecz rodzice rotacyjnie sprawują opiekę w jednym, stałym miejscu zamieszkania dziecka. Innymi słowy, dziecko pozostaje w swoim pokoju, swoim środowisku i swojej codziennej rzeczywistości, a zmieniają się jedynie rodzice pełniący bieżącą pieczę.

Z perspektywy psychologicznej rozwiązanie to wydaje się szczególnie interesujące. Pozwala bowiem zachować to, czego wiele dzieci najbardziej potrzebuje po rozstaniu rodziców – poczucie stabilizacji. Dziecko nie musi co kilka dni lub co tydzień pakować swoich rzeczy, pamiętać o podręcznikach, stroju sportowym czy ulubionych zabawkach. Nie musi także funkcjonować równolegle w dwóch różnych środowiskach domowych. To szczególnie ważny argument w przypadku dzieci młodszych oraz dzieci ze szczególnymi potrzebami rozwojowymi, dla których przewidywalność i niezmienność otoczenia stanowią istotny element poczucia bezpieczeństwa. Jednak podobnie jak opieka naprzemienna, również gniazdowanie nie jest rozwiązaniem uniwersalnym.

Wyzwanie ekonomiczne

Pierwszą przeszkodą są kwestie finansowe. Klasyczny model gniazdowania wymaga utrzymania trzech miejsc do życia – domu przeznaczonego dla dziecka oraz dwóch dodatkowych przestrzeni dla rodziców w okresach, gdy nie sprawują oni bezpośredniej opieki. W realiach rosnących kosztów utrzymania nieruchomości takie rozwiązanie pozostaje dostępne jedynie dla części rodzin. Nie bez powodu gniazdowanie bywa określane jako model wymagający ponadprzeciętnych możliwości finansowych.

Wyzwanie psychologiczne

Znacznie bardziej złożone wydają się jednak kwestie psychologiczne. Rodzice nadal korzystają z tej samej przestrzeni życiowej, użytkują tą samą kuchnię, te same pomieszczenia, a niekiedy nawet tą samą sypialnię. Wymaga to wyjątkowo wysokiego poziomu wzajemnego szacunku, komunikacji i umiejętności oddzielenia konfliktu partnerskiego od roli rodzicielskiej. Każda nierozwiązana uraza może bowiem bardzo szybko znaleźć odzwierciedlenie w codziennych sytuacjach. Pozornie niewinne komentarze dotyczące porządku, organizacji domu czy sposobu funkcjonowania drugiego rodzica mogą stać się dla dziecka źródłem napięcia i konfliktu lojalnościowego. Dziecko nie powinno być świadkiem wzajemnych rozliczeń rodziców ani pośrednikiem w przekazywaniu informacji dotyczących funkcjonowania wspólnego gospodarstwa domowego. Specjaliści zwracają również uwagę na ryzyko parentyfikacji, czyli sytuacji, w której dziecko zaczyna przejmować odpowiedzialność za emocje lub komunikację pomiędzy dorosłymi. W skrajnych przypadkach może ono zacząć odczuwać, że to od niego zależy utrzymanie równowagi pomiędzy rodzicami.

Rozwiązanie przejściowe czy docelowe?

W praktyce wielu psychologów postrzega gniazdowanie przede wszystkim jako rozwiązanie przejściowe. Może ono dać dziecku czas na oswojenie się z rozstaniem rodziców bez konieczności jednoczesnego mierzenia się ze zmianą miejsca zamieszkania. Pozwala zachować ciągłość codziennego funkcjonowania w szczególnie trudnym okresie. Długofalowe utrzymanie takiego modelu wymaga jednak wyjątkowej dojrzałości rodzicielskiej oraz zdolności do współpracy na poziomie spotykanym stosunkowo rzadko w sprawach rodzinnych trafiających do sądu.

Dlatego podobnie jak w przypadku opieki naprzemiennej, również tutaj nie istnieje rozwiązanie odpowiednie dla wszystkich rodzin. Prawdziwe pytanie nie brzmi bowiem, który model jest najbardziej nowoczesny czy najbardziej sprawiedliwy wobec rodziców. Pytanie powinno brzmieć: który model najlepiej odpowiada potrzebom konkretnego dziecka i rzeczywistym możliwościom jego rodziców.

Podsumowanie

Opieka naprzemienna pozostaje wartościowym narzędziem ochrony więzi rodzinnych i w wielu przypadkach może doskonale służyć dziecku. Nie powinna jednak być traktowana jako rozwiązanie automatyczne ani jako cel sam w sobie. Współczesne rozumienie dobra dziecka wymaga spojrzenia szerszego niż jeszcze kilkanaście lat temu. Obejmuje nie tylko relacje rodzinne, ale również potrzeby rozwojowe, edukacyjne, terapeutyczne i zdrowotne dziecka. Tak jak szkoła ma obowiązek dostosować proces edukacyjny do potrzeb konkretnego ucznia, tak również sąd powinien dostosować model opieki do potrzeb konkretnego dziecka. Ostatecznie nie chodzi o to, aby czas został podzielony po równo między rodziców, lecz o to, aby dziecko mogło rozwijać się w środowisku, które zapewni mu bezpieczeństwo, stabilność i warunki odpowiadające jego indywidualnym potrzebom.

adw. dr Agnieszka Wojciechowska

Kancelaria Adwokacka

adw. dr Agnieszka Wojciechowska

Zadzwoń

Napisz


Przewijanie do góry